< powrót

Językowa anarchia w internecie?

Kiedy spojrzymy portale społecznościowe, gdzie ludzie występują pod swoim imieniem i nazwiskiem, to widzimy, że wydają swoje sądy po głębszym przemyśleniu.

Z dr hab. Aliną Naruszewicz-Duchlińską, prof. UWM, Instytut Polonistyki i Logopedii
rozmawia Marta Wiśniewska

— Pani profesor, da się lubić język polski biorąc pod uwagę język internetu?
— Oczywiście, że tak.
— Jestem trochę zdziwiona tą odpowiedzią, ponieważ wydaje się, że język internetu jest niedbały, pełen błędów, niewłaściwych zwyczajów jak np. mowa nienawiści czy trolling?
— Tak się nam wydaje pozornie, ponieważ zawsze zwracamy uwagę na te złe rzeczy, a rzeczy pozytywnych jest o wiele więcej. Poważne badania prowadzone nad językiem internetu pokazują, że zjawisk niewłaściwych jest około dwóch procent. Można by użyć takiej metafory, że jeśli to jest szklanka wody i wpuścimy do niej np. kroplę ciemnego atramentu, to będzie się wydawało, że ta woda jest cała czarna, ale tak nie jest. W Internecie jednak, podobnie jak w Gwiezdnych Wojnach zwycięża dobra strona mocy.
— Używamy internetu do spraw użytkowych, jak zarezerwowanie biletu lotniczego czy zrobienie zakupów, szukamy też newsów, ale nierzadko chcemy również znaleźć dłuższe, bardziej wyczerpujące, a przede wszystkim wartościowe materiały. Czy zna pani miejsca w internecie, w które jeśli wejdziemy, to będziemy mieli pewność, że mamy do czynienia z jakościową publikacją?
— Warto zajrzeć na portal Academia.edu – to jest taki odpowiednik Facebooka dla naukowców. Zamieszczane są tam teksty recenzowane, są wartościowe, i często można też nawiązać relację z osobą, którą zna się tylko jako autora książki albo artykułu, z którego korzystaliśmy. Zdecydowanie wejść na tę stronę.
— Jako językoznawczyni analizowała pani artykuły pod dwoma względami – pod względem psycholingwistycznym i językoznawczym. Proszę powiedzieć na ile błędy i niewłaściwe stosowanie języka wynikają z niewiedzy, a na ile z pobudek psychologicznych, zwyczajowych?
— Trudno mi to rozstrzygać. Myślę, że obie te rzeczy mają znaczenie. Warto także zauważyć, że ludzie są bardzo czuli na błędy w internecie. Zawsze znajdzie się ktoś, kto zrobi błąd, ale nie zabraknie także tego, kto ten błąd wychwyci. Czasem określa się ich nawet „gramatycznymi nazistami”.
— Ale wydaje się, że na forach internetowych czy w komentarzach pod artykułami zasady językowe nie obowiązują — tak, jakby w internecie panowała językowa anarchia.
— To wiąże się z poczuciem anonimowości, bo kiedy spojrzymy portale społecznościowe, gdzie ludzie występują pod swoim imieniem i nazwiskiem, to widzimy, że wydają swoje sądy po głębszym przemyśleniu. Ma pani zatem rację – ktoś pisze, bo nie umie, a ktoś inny umie, ale specjalnie pisze niepoprawnie, by sprowokować. Są ludzie, którzy lubią wywoływać kłótnie i pisać to, czego nie mieliby odwagi powiedzieć w bezpośrednich relacjach.
— Mówi się też o tym, że ludzie musieli dostosować się do pewnego rodzaju komunikowania (np. w komunikatorach typu Messenger). Dlaczego ludzie dali się zawładnąć internetowi? Dlaczego to on, a nie my, narzucił nam swoje reguły, by pisać skrótowo, zaczynać zdania małą literą itd.?
— Ja myślę odwrotnie. To my zmieniliśmy internet, który początkowo był siecią służącą naukowcom do porozumiewania się. To, że pisze się teraz szybko i może nie zawsze zgodnie z zasadami poprawnej pisowni wynika z tego, że tak jest wygodniej. Także według mnie internet stał się taki, jacy jesteśmy my.
— Tak, ale ta szybkość odgrywa w tym wszystkim bardzo istotną rolę.
— Tak, szybkość jest tutaj słowem-kluczem. Nawet w przypadku „hejtu”. Gdy kiedyś ktoś chciał kogoś obrazić, musiał wziąć papier i napisać to zgodnie z regułami etykiety, pójść na pocztę, wysłać ten list, a teraz wystarczy wyciągnąć smartfon.