< powrót

Masakrycznie fajna osobowość

Polszczyzna potoczna przechodzi gorączkę – metaforyczne stwierdza profesor Jerzy Bralczyk. I ma moim zdaniem rację. Mówimy językiem dosadniejszym, ponieważ siebie przeżywamy intensywniej, a swoje miejsce w świecie traktujemy poważniej. Mocnymi słowami staramy się zaklinać rzeczywistość.

Dzisiaj wszelkiego rodzaju „szanse na sukces” i reality show przekonują, że należy śmiało manifestować swoją „osobowość” i „indywidualność”. Staramy się zatem być pewni siebie i spełniać marzenia, wszak „ma się tę osobowość”. Czasami jednak zasmuca i zniesmacza to, gdy początkujący piosenkarz, mówiąc o swojej „rewolucyjnej osobowości”, porównuje się do Czesława Niemena. Po tak śmiałym porównaniu raczej wiem, czego spodziewać się po twórczości młodego artysty. Po przesłuchaniu jednego z utworów, upewniam się, że intuicja mnie nie zawiodła. Na kolejny – już nie mam siły. Czy nie lepiej byłoby, gdyby nasz młodzian cierpliwie poczekał, aż jakiś uznany krytyk muzyczny dokona tak nobilitującego go porównania? Jestem pewna, że przecież wśród rzeszy „ekspertów” od wszystkiego znalazłby się prawdziwy znawca muzyki, który umiałby dostrzec podobieństwo między naszym twórcą a Niemenem. Na pewno zobaczyłby i taki sam zapał rewolucyjny, i głos, i talent, i pasję, i osobowość, i indywidualność…  No, ale na takiego znawcę trzeba by poczekać, a komu by się chciało…

Dzisiaj rzadziej opowiadamy o swoich zainteresowaniach. Zastąpiliśmy je pasjami, jakby mieć zainteresowania oznaczało interesować się tylko trochę, zbyt powierzchownie. Uważamy, że mieć pasje lub pasję to interesować się naprawdę, żarliwie, głęboko, oddawać się czemuś całym sobą. Często nawet słyszy się, że ktoś ma wiele pasji, choć nie zawsze potrafi je wszystkie wymienić. Zaznaczmy, że wyraz pasja zmienił znaczenie, co nie jest niczym osobliwym w żywym języku, którym jest wciąż język polski. Wcześniejszy sens pasji nadal tkwi w związkach frazeologicznych: szewska pasja – gwałtowny gniew, złość, wściekłość i doprowadzić kogoś do pasji.

Rodzina wyrazów związanych z czasownikiem bulwersować się należy w dzisiejszym języku także do częściej używanych. Konkuruje skutecznie z . denerwować się – bardziej stonowanym określeniem negatywnych emocji. Często obecny w języku potocznym jest także imiesłów zbulwersowany. Ostatnio można również usłyszeć sformułowanie: ogarnął (kogoś) bulwers, utworzone na wzór połączeń typu: ogarnął go szał, wściekłość. Mówiąc o negatywnych stanach emocjonalnych, warto przywołać również inne mocniejsze określenia, wcześniej nazywające silne przeżycia. Dzisiaj trauma należy do codziennych doświadczeń współczesnego Polaka. A wywołać ją może chociażby np. stanie w kolejce na stołówce. Szokiem zaś nazywamy zaś każde zaskoczenie, zarówno pozytywne, jak i negatywne.

Stacje radiowe nadają hity (dawniej mówiło się o przebojach, szlagierach) lub też mega hity (sic!) lub prawdziwe hity, jakby samo określenie hit było za mało wyraziste i nie dość przekonujące o „hitowości” hitu. Hitów jest dzisiaj dużo, zalewa nas fala hitów. I nic w tym dziwnego, skoro muzykę rozrywkową tworzą prawie same osobowości. Żadnemu hitowi nie ujmuje to, że trudno odtworzyć jego melodię, a tekst przypomina twór wygenerowany przez jakiś program komputerowy. Hity wyrastają jak grzyby po deszczu, bo i płyt „złotych”, „platynowych” i „diamentowych” jest więcej. Dla porównania: pierwszą „złotą płytę” w Polsce przyznano Czesławowi Niemenowi, którego album „Dziwny jest ten świat” rozszedł się w liczbie ponad 160 tysięcy egzemplarzy. Obecnie wystarczy sprzedać 30 tysięcy egzemplarzy płyty, aby zyskała status platynowej.

Równie często jak hity spotykamy bestselery. Co druga książka w księgarni jest sygnowana słowem bestseler. Bestselerami są też dzisiaj ubrania i buty.

Przyglądając się tym „słowom na wyrost”, można by się zastanowić, dlaczego w funkcji reklamowej praktycznie nie występuje arcydzieło. Przyczyna wydaje się niestety prosta: arcydzieło jest słowem ciut przydługim, polsko brzmiącym, więc niezbyt trendy, no i jednak kojarzy się z nudą. Arcydzieło może być trudne, może zażądać od nas wysiłku, a przecież nikt nie chce przeżywać masakry. Więc już lepiej na totalnej wyprzedaży kupić jakiś bestseler i mieć giga fun (sic!).

Wyrazy ekspresywne są efemeryczne: często używane, powszednieją, tracą swoją moc. Trzeba je wtedy zastępować innymi. Zdaje się, że na drodze do utraty ładunku emocjonalnego są polskie wulgaryzmy. Na szczęście wielu się ze mną w tej kwestii nie zgodzi. Wszak słownictwo niecenzuralne przez całe rzesze Polaków wciąż jest odbierane jako rażące. Są i tacy, którzy, narażając się na ekspresową i ciętą ripostę, zwracają uwagę tym, którzy klną w autobusach i innych miejscach publicznych. Trzeba jednak zauważyć, że wyrazy wulgarne często pojawiają się jako tzw. przerywniki, a osoby je wypowiadające nie mają zamiaru nikogo obrazić. Dzisiaj słowa i zwroty z najniższego rejestru stylistycznego zasilają czynne słowniki przedstawicieli wszystkich grup zawodowych i społecznych, a Polacy w tworzeniu wyrazów nieeleganckich wykazują się ogromną inwencją słowotwórczą. Rzec by można: są mega kreatywni (sic!).

dr Iza Matusiak-Kempa, adiunkt, Instytut Polonistyki i Logopedii UWM